Niedzielny poranek we Wrocławiu przebiegał zapewne tak samo sennie jak we wszystkich innych miastach w Polsce. Życie płynęło leniwie, pchając przez ulice niedospane ofiary sobotniej nocy. Co więc wydarzyło się tamtego poranka, że wrocławskim rynkiem wstrząsnął krzyk, którego echo słychać teraz przed jednym z tamtejszych komisariatów?


Interwencja

Historia zaczyna się od interwencji. Nie wiem, dlaczego Policjanci podjęli ją wobec Igora S. Przyczyn może być wiele: policjanci mogli podejść do śpiącego na ulicy gościa i sprawdzić czy nic mu nie jest; mogli chcieć wylegitymować osobnika, który idąc wrocławskim rynkiem ćwiczył gardło wyśpiewując miłość do Śląska Wrocław (pod moim domem, w niedzielne poranki bydło zazwyczaj wykrzykuje, że Pogoń najlepsza w świecie jest); może osobnik w niewybredny sposób wykrzyczał swój stosunek do Policji; może na odprawie został funkcjuszom podany rysopis mężczyzny, który w nocy zaginął, a Pan Igor akurat był podobny; albo po prostu chłopaki nabijali statystykę łapiąc nietrzeźwego legita w notatnik. Nie mnie to oceniać. Nie było mnie tam. Faktem jest, że gdy osobnik zostaje zaczepiony na ulicy przez Policjantów, to jego zasranym obowiązkiem jest się wylegitymować i pokornie wykonywać ich polecenia. Nawet jak się z nimi nie zgadza. Ale na niezgodność i ewentualne pretensje do policji zawsze można złożyć skargę do prokuratury.

Faktem jest, że Pan Igor był nietrzeźwy. A z doświadczenia wiem (stojąc po tej mundurowej stronie barykady) że społeczeństwu włącza się wtedy ogromne poczucie nieśmiertelności. Z analizy medialnej i moich domysłów, opartych na doświadczeniu, mogę stwierdzić, że interwencja z Igorem należała do tych wkurwiających: miało być gładko i przyjemnie, ale osobnik zaczął cwaniakować i cała sytuacja poszła ostatecznie w kierunku użycia ŚPB w postaci paralizatora. Nie było mnie na miejscu, więc nie wiem jakie było zachowanie funkcjuszy. Rzec mogę jedynie, że w 70 % przypadków dzielni milicjanci, nie potrafią tak pokierować interwencji werbalnie, aby nie doszło do eskalacji agresji. Niestety duża część uważa, że będąc policjantami Pana Boga za nogi złapali.

Ale nie było mnie tam. Filmiki dostępne w internecie nic mi nie pokazują i nie są żadnym dowodem. Z jednej prostej przyczyny: widać tylko jak funkcjonariusze szarpią się z mężczyzna. Nie widać od czego to się zaczęło, jaki był przebieg interwencji i dlaczego doszło do użycia ŚPB. Nie widać czy Igor nie naruszył nietykalności cielesnej funkcjonariuszy, nie widać czy nie próbował ucieczki w trakcie interwencji, nie słychać jakie padały słowa z jego ust i funkcjonariuszy. Widać jedynie szarpaninę. Sytuacja jakich wiele. Sam przeżyłem takich setki. I też stado baranów biegało naokoło mnie z włączonymi telefonami, krzycząc przy tym, że jutro będę zwolniony z pracy.

Komisariat

Nikt nie wie co działo się na komisariacie. Domyślam się jedynie, że ten niezwykle spokojny Igor na komisariacie do tych potulnych baranków nie należał. Wiadomo, że posiadał przy sobie środki psychoaktywne i był pod wpływem alkoholu. Na pewno nie myślał racjonalnie. Rządziły nim emocje i agresja. Szczególnie silny był sprzeciw wobec tego, że został zatrzymany i dowieziony na komisariat. W takich sytuacjach z każdej perły wychodzi wieprz. Co zazwyczaj słyszą policjanci od takiego zatrzymanego? Przede wszystkim niewybredne uwagi na temat swojego prowadzenia się: „Wy kurwy!”. Wysoko stoją również epitety odnoszące się do ilorazu inteligencji funkcjuszy i ich sytuacji w szkole: „Wy debile jebane. Pewnie was w szkole napierdalali i zabierali kanapki! A teraz się wyżywacie na niewinnych ludziach”. Do głosu dochodzą także: pochodzenie, koneksje i znajomości: „Nie wiecie kim ja kurwa jestem! Kim jest mój ojciec! Moja matka zna Komendanta Wojewódzkiego! Jutro będziesz stał w pośredniaku debilu!”. Że nie wspomnę o zwracaniu uwagi na to, kim są nasze matki, ojcowie, żony i dzieci.

Mocno nadwyrężona psychika policjanta nie jest w stanie czasami przerobić i zagłuszyć takiej skali agresji w stosunku do swojej osoby. Szczególnie gdy na tapetę wchodzą teksty o rzeczach, jakie zatrzymani robiliby z naszymi żonami czy córkami, lub co robili z naszymi matkami. Wtedy pęka magiczna nić zrozumienia i słowa zatrzymanego przestają być zagłuszane przez magiczne pudełko nicości. Zaczynają docierać do głowy policjanta. Który wybucha.

Nie wiem co stało się na komisariacie. Nie wiem co mówił Igor. Na 99% jestem pewien, że nie siedział spokojnie na krześle. Z tej oazy spokoju wylewała się na pewno fala nienawiści i agresji. Obrażenia na jego twarzy nie świadczą o tym, że został pobity na komisariacie. Jak widać na nagraniu z rynku, policjanci szarpali się z Igorem na bruku i mieli problem z tym, aby go okiełznać. Obrażenia mogły powstać już na staromiejskim bruku. Ale czy dzielni funkcjusze pobili go na komisariacie? Na 99% jestem pewien, że któremuś policjantowi w pewnym momencie puściły nerwy (lub poniosła go fantazja) i skończyło się tragicznie. Ale tego nie wiem.