Zrobiła Kryśka przypał językowy a przenajświętsze internety rzuciły się na wpadkę posłanki jak hieny na padlinę. Bo przecież grzechem jest śmiertelnym nie po polskiemu się wyrażać, a już jak kto powie „wziąść” zamiast „wziąć”, to na pal go trzeba nadziać. W sumie nad Pawłowicz nikt by nie płakał. No, ale na przyjemności to sobie trzeba zasłużyć.

Spójrzmy jednak na sprawę obiektywnie. 90 procent społeczeństwa nie potrafi mówić w naszym dźwięcznym języku. Praktycznie każdy chce coś wziąść, każdy coś zrobił w dniu dzisiejszym, każdy zdanża na czas na autobus. Nie wspomnę już o podstawowych zasadach higieny jak „przyszłem, weszłem, pierdłem i wyszłem”. Na mnie, jak płachta na byka działa słowo „pizernia”. Żesz w mordę jeża! Czy to tak trudno powiedzieć „pizzeria”. 

W każdym bądź razie pragnę ogłosić wszem i wobec, iż odnośnie do wypowiedzi Kryśki, przekonywujący jest fakt, który ujmę w cudzysłowiu, mówiąc drugi raz pod rząd „wziąść”, że narazie wogóle się jej nie dziwie. Bo żądzić to trzeba umić. Nadmiar internetowej krytyki wydaje się być nader niesprawiedliwy. Dlatego, bo to przeca posłanka jest i takowej wolno więcej. Bo codzień ktoś pisze wielką literą „wziąść”. A, że akurat zdarzyło się to biednej Kryśce w dwutysięcznym piętnastym to wina 50 lat lewactwa. Dlatego Ci ludzie obrzucają biedną profesórkę błotem. Z resztą, wchodząc wgłąb jej wypowiedzi nie da się zawrócić spowrotem. I co ma  z tym zrobić Kryśka? Rzucić się z 10 – cio metrowego wieżowca? Zbyt to brutalne by było za popełnienie błędu wszechczasów. Przeca to jakby uciąć psu tylnią łapę. I poddać należy w wątpliwośc czy wypicie półtorej litra wódy zniweczyło by pustkę po tym nadwyraz głęboką. Więc czy trzeba poddać ją każe?

A teraz przyznać się, ile osób zrozumiało co jest nie tak z powyższym akapitem? Kto zauważył błędy, jakie i ile? Rękę daję sobie uciąć, że 20 procent społeczeństwa znajdzie może 10 procent błędów. 70 procent zobaczy jeden może dwa. I zapewne tylko promil zobaczy wszystkie błędy zawarte w powyższym akapicie. A ile ich było? Prościej byłoby odpowiedzieć ile ich nie było. Otóż cały akapit jest do dupy. Cały akapit stworzony jest na powszechnie używanych błędach w języku polskim. Błędach, które wniknęły do narodowego krwioobiegu jak wóda, która toczy społeczeństwo niczem choroba filipińska Olka Kwaśniewskiego.

Więc skąd ten internetowy ostracyzm nad biedną Pawłowicz, skoro już Mickiewicz pisał w Księdze Pierwszej „Pana Tadeusza”: „Zamku żaden wziąść nie chciał, bo w szlacheckim stanie”? Ano może stąd, że od posłanek i posłów wymaga się więcej. Bo przecież są przedstawicielami Narodu. Ale jaki Naród, taka władza. 90 procent społeczeństwa (plebsu czyli) daje się omamić bezsensownemu pierdoleniu polityków i głosuje na barana, który głośniej beczy, jest bardziej wyrazisty, więcej obiecuje i potrafi zgromadzić wokół siebie najwięcej owieczek. A jak wchodzisz między wrony musisz krakać jak ony. Więc Kryśka wypowiada się w sposób podobny do jej elektoratu.

I lud wybiera później takie Pawłowicz, takich Wiplerów, Pęków, Kwaśniewskich, Korwinów i innych. Czasu szkoda wymieniać. Bo lista byłaby długa gdybym chciał wymienić każdego, co się Polsce zasłużył. Bo nie ma nic śmieszniejszego niż nawalony jak Messerschmittt Wipler i jego balet z policjantami, czy Olek wsiadający do bagażnika samochodu. Astrahując – w każdym innym kraju poseł Wipler zostałby wyrzucony na zbity pysk z parlamentu i nie śmiałby nawet pisnąć. A u nas jeszcze oskarża takowy abstynent policjantów o nadużycia. A Kryśka może byłaby śmieszna, gdyby nie wizja jej niedługiego dojścia do władzy, wraz z wiadomą partią. I dlatego rozwodzić się o tym co myślę o jej inteligencji i zachowaniu nie będę, bo jeszcze gotowa pozbawić mnie pracy, a co gorsza zamknąć i ocenzurować blogaska karkołomnego. A do powiedzenia i napisania jeszcze trochę mam.

Wyjaśnić jeszcze muszę, dlaczego Mickiewicz napisał „wziąść”. Otóż Adaśko był romantykiem, który czerpał z wieśniactwa, plebsu i rynsztoka wszystko co się dało, opierając na tym swoją twórczość, jakże pięknej i trudnej epoki. Przyjąć należy więc, że wieśniactwem jest mówić „wziąść”. I nigdy nie była to poprawna forma. Weszła ona do mowy potocznej właśnie za sprawą twórców takich jak Mickiewicz, Krasiński Zygmunt, który pisał w poemacie „Fantazja życia”: „Po nich wziąść w zysku blask popularności”, czy Asnyk w utworze „Napad na Parnas”: „I doktryny sztandar nowy na tak śmieszny wziąść użytek”. A dlaczego nasi wielcy, polscy twórcy tak pisali? Ano dlatego żeby dotrzeć do całego Narodu, do plebsu, do każdego wieśniaka. Bo wieśniak nie zrozumiałby co to znaczy wziąć. I z takiego samego założenia posłanka Pawłowicz wychodzi. Mając Nas, drodzy Państwo, za idiotów i ciemną masę.

P. S. Przy tworzeniu owego bzdurnego i błędnie skonstruowanego akapitu opierałem się na artykule tygodnika „Polityka”, który można znaleźć pod tym adresem:
http://www.polityka.pl/galerie/1613269,1,30-bledow-jezykowych-ktore-popelniaja-nawet-najlepsi.read

Dodać pragnę, że świadom jestem własnej ułomności i popełniania błędów językowych i stylistycznych, za które z góry przepraszam.