Nigdy nie potrafiłem zrozumieć dlaczego ludzie popełniają samobójstwo. W swojej psiej karierze widziałem już niejednego trupa. Ale samobój (jak to określamy w milicyjnym żargonie) jest najgorszy. Bo przy samobójcy zawsze jest ktoś, kto go kochał. Zanim zdecydujesz się na samobójstwo przeczytaj te krótkie historie:

1. Pierwszego samobója będę pamiętał do końca życia.
Była jesień. Coś jest z tą jesienną deprechą, że na ludzi źle wpływa. Gdy tylko operator powiedział do nas po stacji: „Jedź pod ten adres, Pan w piwnicy znalazł wisielca” poczułem się jakoś nieswojo. Nigdy w życiu nie widziałem wisielca. Opowieści kolegów po fachu słyszałem i po raz pierwszy mogłem się przekonać czy były to jedynie historie straszące żółtodzioba, czy jednak było w nich ziarno prawdy. Gdy dojechaliśmy na miejsce, Pan który znalazł wisielca wytłumaczył zwięźle jak dojść do piwnicy, w której wisi. Sam powiedział, że się boi tam wchodzić drugi raz, i dziękuje nie skorzysta. Kumpel z załogi rzucił szybkie: „Idź młody, ja tu jeszcze pana rozpytam”. Zachowałem kamienną twarz i z duszą na ramieniu zszedłem do piwnicy. Czułem się jakbym miał 10 lat i słyszał po raz pierwszy historię o strasznym domu. Tylko, że w tej historii za zakrętem naprawdę czekał wisielec. Jak go zobaczyłem nie było tak źle. Wisiał plecami do wejścia i na szczęście nie widziałem twarzy. Palcami stóp dotykał podłoża. Po krótkim rozpytaniu sąsiadów dowiedzieliśmy się do kogo należy ta piwnica i że w mieszkaniu powinien być ojcec. Pobiegłem na 10 piętro, bo winda nie działała. Rozbudzony ojciec poproszony przeze mnie żeby zszedł do piwnicy zapytał „A co? Włamanie było?”. Nie potrafiłem mu powiedzieć, że syn mu się powiesił i że musi rozpoznać ciało. Gdy zszedł i zobaczył syna w drzwiach piwnicy w ogóle nie zrozumiał co się dzieje. Zapytał „A czemu Heniek tak w przejściu stoi?” i krzyknął: „Heniu włamali nam się do piwnicy?”. Zamurowało mnie. Nie wiedziałem co mam powiedzieć i niezręcznie powiedziałem „Przepraszam, ale syn nie żyje. Powiesił się”. Wtedy zaczęło się piekło. Ojciec wpadł w szał, jakiego nigdy w życiu wcześniej nie widziałem. Najpierw uderzył pięścią w ścianę i wydał z siebie przeraźliwy krzyk. Po chwili w tą samą ścianę chciał uderzyć głową. Wtedy z kumplem już musieliśmy wkroczyć i położyć ojca na ziemię żeby nie okaleczył się. Wezwaliśmy pogotowie, które po przyjeździe musiało dać jakiegoś uspokajacza w zastrzyku dla ojca. Gdy przyjechał technik żeby zrobić oględziny musieliśmy zdjąć ciało ze sznura. Technik powiedział jedno: „Młody po pierwsze nie stój z przodu bo ciało poleci Ci w ramiona. Po drugie ciało jest tak ciężkie, że musicie we dwóch wziąć je pod pachy a ja będę odcinał”. Rzeczywiście było ciężkie. Gdy położyliśmy ciało na plecach, wisielec wydał odgłos westchnienia. Po plecach przebiegł mi dreszcz. Ale po chwili zrozumiałem co się stało. Ciało wydało ostatnie tchnienie, wypuszczając zalegające w płucach powietrze.

2. Wisielec o godz. 07:15 na rozpoczęcie służby przy poniedziałku nie zapowiada dobrze tygodnia.
Na miejscu w mieszkaniu czekała kobieta. Młoda, 35 lat. Jedyne co potrafiła powiedzieć i powtarzała z pustym wzrokiem skierowanym na ścianę było „Jezu, Jezu, jeszcze godzinę temu z nim rozmawiałam. Dlaczego się z nim pokłóciłam”. Pokazała tylko pokój, w którym wisi mąż. po mieszkaniu biegał 5 letni bajtel, który nie wiedział o co chodzi i myślał, że policja przyjechała do niego do domu z jakimiś szczególnymi atrakcjami. Wszedłem do pokoju. Po raz pierwszy widziałem takie coś. Mężczyzna klęczał na kanapie, pasek zawiązany był na klamce okna, głowa bezwładnie zwisała na prawy bok. Jak to później powiedział lekarz: „Powieszenie przez zadzierzgnięcie”. Ale jak można powiesić się na klamce i samemu pociągnąć za pasek tak żeby się udusić? W rozmowie z kobietą dowiedziałem się, że mąż miał 2 firmy, trochę ostatnio było ciężko bo zastój w interesie a kredyty były i pensje pracownikom trzeba było płacić. Że godzinę wcześniej się z nim pokłóciła, bo ten wczoraj popił za dużo. A pół godziny później dzwonił jego telefon. Weszła do pokoju i go znalazła. I co ona teraz zrobi, co dziecku powie i jak będzie żyć, bo przecież nigdy nie pracowała. W tym czasie do mieszkania zaczęła się schodzić powiadomiona rodzina. Człowiek stoi pośrodku tego całego bałaganu, słucha płaczu i opowieści, że to przecież dobry chłopak był i co mu strzeliło do głowy. I wejść chcą do pokoju, a wpuścić nie mogę dopóki technik i wszyscy święci nie przyjadą żeby zrobić oględziny. Ale w tych wszystkich lamentowaniach przebijała się jedna informacja: wszyscy go kochali.

3. Pośrodku nocy zauważyliśmy pędzącą na sygnale karetkę pogotowia.
Spojrzeliśmy z kumplem na siebie i wiedzieliśmy, że w naszym rejonie więc zaraz gdzieś nas operator wyśle. Spokojnym tępem skierowałem Kiankę za karetką. Po chwili operator wysłał nas w to miejsce mówiąc, że pogotowie dostało wezwanie do lężącego pod blokiem, ale panu chyba coś się stało. Podjechaliśmy na miejsce. Gdy szedłem w kierunku leżącego człowieka kląłem, bo nie mogłem latarki odpalić. Od pół roku akumulator wymieniałem. Przykucnąłem przy leżącym mężczyźnie i zobaczyłem, że ciało jakoś tak dziwnie wygięte i coś nie tak jest z głową. Latarka odpaliła. Kurwa. Zaschło mi w gardle. Spostrzegłem, że zatrzymałem się o centymetry od wielkiej kałuży krwi a w odległości 7 metrów od ciała na ziemi leżą kawałki mózgu. Wszystkie kości były nienaturalnie powyginane. I jeszcze te otwarte oczy. Spojrzałem w górę i wiedziałem, że było to 10 piętro. Zacząłem mozolną wspinaczkę w górę klatki, sprawdzając po kolei każde piętro. Na 10 zastałem otwarte okno, niedopalonego papierosa i końcówkę Bosmana. Gdy zjeżdżałem windą na parter usłyszałem jak operator podaje komunikat o mężczyźnie który zaginął 3 godziny temu i że go rodzina szuka. Podał ubiór. Czerwona koszula i grafitowe spodnie garniturowe jak u naszego skoczka. Gorąco mi się zrobiło. Od razu wzięliśmy adres i pojechaliśmy żeby dowiedzieć się czy to nasz skoczek, bo dokumentów przy sobie nie miał. Na miejscu czekał ojciec z matką. Mieli 70 lat i byli rozstrzęsieni. Nie mogliśmy im powiedzieć, że to ich syn. Nie mieliśmy jeszcze pewności. Ojciec zaczął opowiadać, że syn miał problemy, że rozstał się z dziewczyną i miał depresję. Że syn wybiegł z mieszkania i powiedział żeby go nie szukali. Ale około godziny temu pękła żarówka jak zapalał światło w pokoju i coś go wtedy tknęło. Gdy tak opowiadał do mieszkania wszedł mężczyzna. Ojciec powiedział, że to brat bliźniak zaginionego. Oczy. Poznaliśmy go po oczach. Zabraliśmy brata z nami, żeby rozpoznał ciało. Brat prosił tylko żeby rodzicom nic nie mówić, bo tego nie przeżyją. Bliźniak rozpoznał brata. Ciężko jest widzieć dorosłego mężczyznę płaczącego i pytającego „Dlaczego to zrobiłeś? Wszyscy Cię tak kochali!”.

Pamiętaj, zanim zdecydujesz się popełnić samobójstwo pomyśl, że jest na tym świecie ktoś, kto Cię kocha i kto nie wyobraża sobie życia bez Ciebie.

Nie zastanawiaj się, zadzwoń:

116 123 – Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym
22 425 98 48 – Telefoniczna pierwsza pomoc psychologiczna
116 111 – Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
801 120 002 – Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie „Niebieska Linia”
800 112 800 – „Telefon Nadziei” dla kobiet w ciąży i matek w trudnej sytuacji życiowej

***

Post jest częścią akcji hakowania Google – chcemy zastąpić negatywne wyniki, które wyskakują po wpisaniu tej frazy:  „jak popełnić samobójstwo” tekstami, w których ludzie znajdą iskrę nadziei. Jeśli osoba myśląca o odebraniu sobie życia na pierwszych 10 stronach wyników wyszukiwań znajdzie linki z numerami telefonów do pogotowia psychologicznego, pod którymi może uzyskać pomoc, to jest bardzo duża szansa, że z niej skorzysta.

Im więcej osób nie znajdzie w Googlach przepisu na śmierć, tym lepsza będzie otaczająca nas rzeczywistość!