Moje własne pudełko nicości

Nigdy nie byłem blogerem. Ba! Nigdy nie przeczytałem żadnego bloga. Nie wiem z czym i jak się  je tą całą blogosferę. Nie wiem czy w ogóle potrafię napisać coś interesującego. Co prawda potrafię złożyć zdanie podrzędnie złożone, wyróżnić dopełniacz i mianownik w zdaniu a i zasady ortografii i interpunkcji nie są mi obce, to jednak strach przed upublicznianiem tego, co mi w głowie siedzi, paraliżuje nieco zdolności twórcze. O ile takowe istnieją. Może powinienem wziąć do serca opinię mojej nauczycielki z LO, która przed 15 laty, poprzez oceny moich wypracowań notorycznie pokazywała mi, że jestem piśmienniczym gamoniem i od pióra wszelkiej maści powinienem się trzymać z daleka.

Moja narzeczona Anna powiedziała mi, że problemem wielu blogów jest to, że pojawiają się pierwsze wpisy, a potem blog umiera. Z jej zdaniem w tej kwestii nie śmiem polemizować, gdyż jest ona blogową wyjadaczką. Przy czytaniu niejednego bloga wzrok swój pogorszyła, przy niejednym blogu niejeden kubek herbaty tudzież lampki wina wypiła. To ona, narzeczona moja Anna, zainspirowała mnie do tego abym zaczął pisać bloga. Nakazała mi powiększyć swoje pudełko nicości, dzięki któremu emocje, które we mnie siedzą znajdą ujście. Kiedyś myślałem, że moje pudełko nicości jest w swej objętości nieograniczone. Uważałem, że niczem Franz Maurer czy Brudny Harry potrafię zjeść drut kolczasty, popić go kwasem solnym i wypróżnić w postaci napalmu, że potrafię czystą 40 procentową pić litrami bez popicia i ogórka.

Jednak po latach pracy w swoim psim zawodzie zauważyłem, że zgaga po drucie kolczastym jest zbyt wielka i trzeba znaleźć jakiś Ranigast na uporczywe pieczenie w przełyku. Czy pomoże mi w tym pisanie bloga?? Nie wie tego nikt. Ale nadzieję mam, że pomoże w nieznośnej lekkości bytu znaleźć dodatkowy cel w życiu  i da satysfakcję oraz spełnienie. A gdy znajdzie się chociaż jeden czytelnik tego karkołomnego bloga (narzeczona i mama się nie liczą), to i przyjemność z pisania będzie większa. 

O czym będę pisał w moim karkołomnym blogu?? Pisać będę o czym mnie ślina na język przyniesie z czujnym cenzorskim okiem narzeczonej mojej Anny. Na pewno nie będzie o kosmetykach, makijażu, ubieraniu i noszeniu szpilek. Będzie o sytuacji w Bangladeszu, trudnej sytuacji w Tadżykistanie i wzroście cen kawy w Kolumbii. A na poważnie to nie będę się ograniczać i będzie o tym co lubię i czego nie lubię. Bo w końcu trzeba powiększać swoje pudełko nicości. Pewien znany Rysiek zaśpiewał kiedyś, że w życiu piękne są tylko chwile, a inny znany Magik z kolegami zawtórował mu, że łapie chwile ulotne jak fotka. Ja będę niektóre z tych chwil uwieczniał na swoim blogu, żeby zamknąć je w pudełku nicości. Wpisy różnorakiego rodzaju pojawiać się będą z nieregularną częstotliwością.

Myślę, że na tym pora zakończyć mój pierwszy blogowy wpis. Mam nadzieję, że nie zakończy się on kmicicowym okrzykiem „Kończ Waść! Wstydu oszczędź!”. Z harcerskim pozdrowieniem: Na pohybel!