Cześć!

Nazywam się Marcin Karczewski. Nie. Nie mam nic wspólnego ze Stanisławem Karczewskim. Jestem tatą, mężem, korposzczurem, blogerem, zdjęciorobem (do miana fotografa jeszcze mi daleko). Żona twierdzi, że dojrzałem po 30, bo dopiero wtedy moja twarz została naznaczona przywilejem noszenia zarostu.

Bloguję bo pozwala mi to wykrzyczeć rzeczy, które zalegają mi w duszy. Piszę o tym co lubię jak i o tym co mi się nie podoba. Staram się dzielić tym co wesołe oraz potępiać to co złe i bzdurne. Na blogu opowiem Wam też moją historię. Piszę, bo już mnie żona nie może słuchać.

Jestem fanem The Beatles, Pink Floyd, Rogera Watersa, Dream Theater, Black Sabbath i innych dinozaurów rocka. Z polskiego podwórka to Lao Che, Coma, Paktofonika, Organek.

Kinoman. Uwielbiam Tarantino, Clinta Eastwooda i mistrza Bareję. Z żoną kochamy wodewilowe starocie, w których Gene Kelly, Fred Astaire i Frank Sinatra tańcują lepiej od ignorantów z „Tańca z Gwiazdami”. Bez opamiętania chłoniemy sitcomy „The Big Bang Theory”, „Modern Family”, „The Middle” oraz kultowych „Przyjaciół”. Nie ma nic lepszego od „Stranger Things” i „Dark”. Kocham Netflixa. Nienawidzę telewizji.

 

Jestem Karkołomny