1 sierpnia. Dzień jakże wieloznaczny i wywołujący skrajne uczucia wśród Polaków. Czy Powstanie było wyrazem bohaterstwa czy bezdennej głupoty tamtych pokoleń? Nie nam to oceniać. Ale zawsze warto pamiętać i przystanąć na chwilę w „Godzinę W” i zastanowić się nad tym, że jednak żyjemy w innych, lepszych czasach.

Głosuj TUTAJ

W tym roku postanowiłem w końcu wybrać się na ulicę Wyszyńskiego w Stargardzie, gdzie co roku o 17:00 stowarzyszenia narodowe przybiegają rozpalić race by uczcić pamięć uczestników Powstania Warszawskiego. Na ulicę rozciąga się wspaniały widok z wiaduktu przy dworcu PKP. Wyruszyłem tam o 16:45. Gdy przejeżdzałem pod wiaduktem malowani chłopcy pozbawieni włosów, z biało-czerwonymi opaskami na prawym ramieniu rozkładali flagę z napisem „Chwała Wielkiej Polsce”. To hasło zawsze wywołuje we mnie pusty śmiech. Bo kiedy ta Polska była wielka? Za Krzywoustego i Jagiełły? Czy chwilę przed rozbiorami za demokracji szlacheckiej? Sądząc po miłości narodowców do sloganu „Szlachta nie pracuje” bliżej im do XVII wiecznych zasad panujących w I Rzeczypospolitej. Ale też i zastanowiło mnie to hasło tego dnia. Czy żołnierze AK szli do powstania z okrzykiem „Chwała Wielkiej Polsce” na ustach? Czy raczej po prostu pragnęli wolności i chcieli wyrzucić z kraju okupanta. Bo oni mieli o co walczyć i mieli realnego wroga. W przeciwieństwie do chłopców narodowców, co to z Witoldem Pileckim na klacie walczą z Unią Europejską, Angelą Merkel, Tuskiem i żydowskim najeźdźcą. Wrogowie tak realni jak Oko Saurona. I tylko Pileckiego szkoda. Że tak sobie nim gębę wycierają.

Niemniej zbliżała się 17:00. Połaziłem chwilę po wiadukcie szukając dobrego kadru. Zrobiłem próbne zdjęcia i ustawiłem aparat, tak aby nic już nie zmieniać w trakcie całego wydarzenia. I nagle zawyły syreny. Chłopcy i dziewczęta stanęli na baczności a w ich prawiach zapłonęły race. Zauważyłem, że z lewej strony wysnuwa się czerwony dym. I zaczyna mieszać się z białym dymem rac. Zaczął tworzyć flagę biało – czerwoną. Miałem mało czasu na zrobienie dobrego zdjęcia, bo wiatr zaczynał rozwiewać kłęby dymu. Zrobiłem dosłownie 3 zdjęcia, z których to jedno wyszło tak, że nadaje się do pokazania światu. Chłopcy i dziewczęta z racami i biało czerwony dym. Polska płonie. Polska jest podzielona. Społeczeństwo dzieli się na patriotów i zdrajców. A definicja patrioty zależy od punktu siedzenia. Cała impreza trwała około minuty. 60 sekund dymu i pamięci. 60 sekund okrzyków „Cześć i chwała bohaterom!”. A wszystko wyglądało jak w latach 30tych w Niemczech. Gdy zniewolone umysły narodu niemieckiego wykrzykiwały „Sieg Heil!” na cześć małego człowieka z wąsem. I przeraziło mnie to.

Po tych 60 sekundach ku chwale uczestników Powstania Warszawskiego, całe to narodowe towarzystwo rozeszło się w 30 sekund. Pamięć minęła, zrobiła się cisza i wszystko wróciło do swojego starego rytmu. Jakby te 60 sekund nigdy się nie wydarzyło. I tylko ulice przypominały, że jednak coś się tutaj działo. Bo cała narodowa brać wyrzuciła zurzyte race pod siebie i zaścieliła ulice odpadami. A nic nie wywołuje we mnie większej złości niż bezmyślność i syf na mieście. I pomyślałem sobie czy powstańcy o taką Polskę walczyli? Czy brud pozostający po eventach ku ich czci, to jest to o czym marzyli? Czy ich życie rzucone na stos zasługuje tylko na 60 sekund pamięci i syf na ulicach?