„Rocky” i „Top Gun”. Filmy o jakże różnej tematyce a takie podobne. Hollywodzkie dzieła, z których kiczowatość przelewa się jak woda przez wodospad Niagara. A jednak nie ma osoby, która oglądając je, nie czułaby przyspieszonego bicia serca i nie kochałaby tych filmów. Bo kto nie chciał kiedyś przeżyć historii podobnej do Rocky’ego i stanąć w ringu w walce o mistrzostwo świata z Apolloi Creedem? I zapewne niejeden marzył o tym, aby jak Maverick zasiąść za sterami myśliwca i stoczyć podniebną walkę z Icemanem. Dynamizm, wartka akcja, piękne kobiety i miłość. Wszystko co powinien mieć film, który sprawia, że adrenalina oglądającego podksakuje do granic możliwości. A teraz wyobraźcie sobie, że taki sam potencjał ma książka o grze w szachy. Że czytając rozgrywkę pomiędzy dwoma arcymistrzami serce bije wam z emocji a adrenalina sprawia, że nerwowo zaciskacie dłonie. Niemożliwe mówicie? No właśnie. Dlatego nie jesteście pisarzami. I nigdy nie będziecie. A Olgierd Świerzewski jest. I w swojej książce „Zapach miasta po burzy” pokazuje, że niemożliwe staje się możliwe. Nie wierzycie? No to patrzcie:

„Romancew poświęcił swoją królową, żeby zatrzymać kroczącego pionka białych. Ale za moment jego pion dotarł do pola przemiany i niczym feniks z popiołów przywrócił życie królowej. I znów szala zwycięstwa przechyliła się lekko na stronę Romancewa, który zaszachował białego króla, jednocześnie strasząc przeciwnika doprowadzeniem drugiego pionka do pola przemiany. Antonow znalazł się w pułapce, był praktycznie zmuszony do powtarzania posunięć, co w sumie oznaczało porażkę w całym meczu. Skrzywił się. Nie było szans na nic więcej niż remis. Wykonał posunięcie niemal odruchowo. Wcisnął swój zegar i czekał. Romancew nie patrzył na szachownicę. Patrzył na niego. Ich oczy ponownie się spotkały. Oleg nie wiedział, co znaczy spojrzenie Romancewa. Nie widział w nim ani triumfu, ani nienawiści. W tym ułamku sekundy wytworzyła się między nimi dziwna więź. Spędzili ze sobą długie godziny, siedząc naprzeciw siebie, przewidując nawzajem swoje motywy, znając słabości i lęki, plany ataku i obrony, ale w tej chwili Antonow poczuł, że docierają do niego myśli dalekie od szachów. Połączyła ich również miłość do jednej kobiety. Wielka miłość. Oleg poczuł dreszcz. Rzucił okiem na zegar. Romancewowi pozostawały sekundy na wykonanie ruchu. Antonow popatrzył ponownie na przeciwnika, jakby napominając go, by wykonał ruch. Romancew siedział ze spokojną twarzą, spoglądając prosto w oczy Olega. Antonow zrozumiał.”

Prawda, że wciąga? Że palce lizać? A to tylko namiastka wszystkich meczów szachowych opisanych w książce. „Zapach miasta po burzy” łączy w sobie wszystko z „Rocky’ego” i „Top Gun”. Ale od tych filmów różni ją jedno – nie jest kiczowata. Jest to dzieło wybitne. Takie arcydzieło. Akcja skupia się głównie wokół Olega Antonowa – młodego, krnąbrnego szachisty z Moskwy. Postać niezwykle himeryczna i budząca w czytelniku skrajne emocje, a jednak nie dająca się nie lubić. Zachowaniem przypomina Rocky’ego i Mavericka. Drugim szachistą, który odgrywa dużą rolę w książce jest Anatolij Romancew – stonowany, wykształcony, z sukcesami na koncie, trochę bufonowaty. Może nie przypomina w zupełności Apollo Creeda czy Icemana, ale jednak jest przeciwnikiem Antonowa. A pomiędzy nimi piękna Tatiana. Zaznaczyć jednak trzeba, że postaci Antonowa i Romancewa jako żywo odzwierciedlają biografie odpowiednio Garriego Kasparowa i Anatolija Karpowa. Tak drodzy państwo. Podobieństwa widoczne gołym okiem: różnica wieku, podobna historia kariery szachowej i życia prywatnego. A gdy się doda, że autor Olgierd Świerzewski doradzał tym dwóm wielkim mistrzom świata, to książka jeszcze bardziej pobudza wyobraźnie. Bo może jednak historie meczy Antonowa i Romancewa i cała otoczka wokół odzwierciedlają to co wydarzyło się naprawdę pomiędzy Kasparowem i Karpowem? Możemy się domyślać.

Ale książka to nie tylko walka przy szachowym stoliku. Książka ma w sobie tą niepowtarzalną rosyjską duszę. W tle rozgrywek szachowych jest historia Rosjii i świata. Wydarzenia, pokazujące w jaki sposób Rosja stała się krajem takim jakim jest. Od wojny w Afganistanie, pierestrojkę, przez Pucz Janajewa i wojnę czeczeńską po mafijne porachunki i wszechwładzę oligarchów. Pokazuje co ukształtowało tą rosyjską melancholijną, ale jednak twardą jak czołg, duszę. Świerzewski przedstawia, że Rosjanie to nie tylko kacapy i zakłamani komuniści, ale bratnie słowiańskie dusze. Że jak kochają to całym sercem, jak oddają przyjaźń to całym sobą. I nie da się ich nie lubić. Aż sie chce z nimi przechylić kieliszek spirytu przegryzając słoniną i kiszonym ogórkiem. Bo czy nie da się nie kochać Rosji?

Mam tylko jeden żal do Olgierda Świerzewskiego: stworzył opasłe 700 stronicowe tomisko. Niewprawionego czytelnika odstraszy od razu. Jakby tak marketingowo zadziałać, to spokojnie książkę można było podzielić na 3 tomy i wydawać w rocznych odstępach. Bo było by to bardziej wciągające i przyciągające czytelnika. I mniej obciachowe. Jak wyciągałem „Zapach miasta po burzy” w pociągu w drodze do pracy ludzie patrzyli na mnie jak na Merlina czy Albusa Dumbledora. Wytrzeszczali oczy i szturchali się nawzajem łokciami wskazując na mnie poprzez kiwnięcie głową. Ich spojrzenie mówiło jedno – głupek. I nie wiem czy to efekt tego, że nigdy w życiu książki nie widzieli, czy tego, że teraz się wszystko czyta w telefonie czy na Kindle’u. A może jedno i drugie? No chyba, że naprawdę wyglądam jak głupek.

„Zapach miasta po burzy” nie pozwala się od siebie oderwać. Wsysa czytelnika w całości nie pozwalając odbierać bodźców z realnego świata. Po przeczytaniu człowiek chce wykonywać debiuty niczem Anatolij Romancew, albo jak Oleg Antonow otpierać ataki w wariancie Scheveningen. I chce być szachistą. Tak jak po obejrzeniu „Rocky’ego” chce być bokserem, a po „Top Gunie” być jak Maverick.