Toruń – miasto studenckich uniesień żony mojej. Anusiaka czyli. Miejsce, w którym również i ja chciałem kiedyś studiować, ale tak oblewałem z kolegami maturę, że zapomniałem tam papiery złożyć. Więc wylądowałem w Szczecinie.

Do Torunia pojechaliśmy na początku kwietnia. W ramach akcji „Polska zobacz więcej” organizowanym przez Ministerstwo Spotu i Turystyki. Wykupiliśmy weekendowy pobyt w hotelu i ruszyliśmy do stolicy piernika.


Nie miałem podczas tej podróży czasu na robienie wysublimowanych zdjęć z panoramą Torunia  w tle, czy pięknych fotografii podczas zachodów czy wschodów słońca. Dlatego postanowiłem na nich uwiecznić to, co wpadło mi w oko podczas spacerów toruńskimi uliczkami. Mimo, że dziecko wykazywało czasami oznaki znużenia.


Jeśli będziecie w tym mieście to koniecznie musicie odwiedzić restaurację Jan Olbracht – wyśmienite jedzenie i piwo ważone na miejscu. Pyszota. A śledzie to robią takie, że lepsze niż szynka. Ja wolę.


Narobiłem w Toruniu tyle zdjęć, że koleżanka namówiła mnie do udziału w konkursie „Portret z kujawsko-pomorskim zabytkiem w tle”. No to wysłałem zdjęcie grzdyla rozłożonego na toruńskiej starówce. W ogóle nie chciała współpracować. Czyli iść dalej. Nie było co tracić nerwów, więc wziąłem Zorkę 5 i zrobiłem kilka zdjęć. Tak dobrze wyszło, że dostałem wyróżnienie w konkursie i mogłem pojechać do Ciechocinka, odebrać nagrodę. W Ciechocinku też nigdy wcześniej nie byłem. Więc wycieczka do Torunia przyniosła same korzyści. I zdjęcie, które obiegło cały świat. A przynajmniej 1/4 kujawsko-pomorskiego:


I mogę Wam powiedzieć jedno – Toruń to nie tylko pierniki! Więc nie bądź osioł – jedź do Torunia!